CHŁOPAK Z SUWAŁK W WARSZAWSKIEJ AGENCJI REKLAMOWEJ

Na Warszawę, korporacje i ludzi w garniturach można narzekać. Można też ich kochać. Albo można na im się przyglądać. W gumiakach na nogach.

Wpis

poniedziałek, 24 października 2011

KOCHAM OCHRONIARZY. I UMIEM TO OKAZAĆ.

W ostatni czwartek popełniłem poważny błąd: postanowiłem zjeść kebaba z budki mi i moim znajomym zupełnie nieznanej. Byłem strasznie głodny, byłem też umówiony na picie, a że rodzice nauczyli mnie stosować alkohol jedynie na pełny żołądek, skusiłem się na kebaba w podziemiach dworca centralnego. Dosyć szybko zorientowałem się, że popełniłem błąd. Mięso nie było dosmażone i jakoś tak smakowało jak kolor zielony. Ale cóż, byłem głodny, za chwilę miałem wypić litr wódki, więc zjadłem do samego papierka.


Znajomi od wódki mieszkają po stronie praskiej, więc przeprawa była długa. Jadąc tramwajem sprawdziłem możliwości internetowe swojego nowego, ale taniego smartphonea. Poszło słabo. Potem dzięki panu Vardze i skrajnie stronniczej Gazecie Wyborczej dowiedziałem się, że wychodzi nowa książka Houellebecqa. Ucieszyłem się do tego stopnia, że z tramwaju wysiadłem uśmiechnięty. A to u mnie rzadkość. (To jeden z powodów, z których rzuciła mnie Gośka)

A więc szczęśliwy ruszyłem w stronę osiedla moich znajomych. Nie będę ukrywał, że osiedle ma niewiele wspólnego z Warszawą, bo to Ząbki, a wręcz okolica ulicy Wyspowej. Osiedle – zgodnie z warszawską modą – otoczone jest wysokim płotem. W płocie jest brama chroniona przez dwóch mężczyzn, prawdopodobnie chowanych na piersiach kurczaka, bananach i jakimś innym GMO. Chciałem wejść, ale się nie dało. Panowie powiedzieli, że muszę podać „dane” (po angielsku „data”). Podałem swoje imię i nazwisko, imię i nazwisko znajomych oraz 17 – czyli numer ich mieszkania. Panowie sprawdzili „data” w zeszycie. Zajęło im to kilka minut. Mniejszy, starszy ochroniarz zdjął okulary i powiedział, że „Się nie zgadza”.

-       Co się nie zgadza?

-       Dane się nie zgadzają. Pod siedemnastką nie mieszkają ci państwo.

Zgrabnie wyjąłem swojego smartphone’a, wcisnąłem „ostatnie”, wcisnąłem numer, zapytałem o adres.

-       Ma pan rację, oni mieszkają pod 19 – powiedziałem.

-       Za późno – wtrącił się młodszy, większy.

-       Za późno, na co? – musiałem brzmieć jak debil.

Młodszy się usztywnił, starszy zabrał się za kontynuowanie rozmowy.

-       Podał zły adres. Nie możemy wpuścić, bo dane się nie zgadzają. A jak pan nie ma tam żadnych znajomych, tylko chce wtargnąć?

Młodszy zrobił oczy, mówiące „Właśnie, a jak tylko chce wtargnąć?”.

Powiedziałem, że to chyba żart, że mogą do nich zadzwonić, a poza tym to i tak wejdę, a jak będą mi przeszkadzali, to wezwę policję.

Jak młodszy się wkurwił... Jak zapienił... Jak piana na pysk mu wyskoczyła... Jak zadzwonił na centralę, krzycząc INTERWENCJA! Ale ja też byłem szybki. Zadzwoniłem na 112 i krzyczałem policjantce, że jacyś kibole staruszkę biją.

Młodszy to usłyszał. Zdążyłem tylko odłożyć telefon, a ochroniarz jednym kopniakiem w klatkę powalił mnie na ziemię. Zaryłem nosem o beton. Ale nie czułem nic poza jego 30 kilowym kolanem wbijającym się w moje plecy. Kilkanaście sekund później pod osiedle podjechała Yaris z napisem PATROL. Dwóch ochroniarzy chwyciło mnie pod pachy. Sekundę później wylądowałem w środku samochodu Patrolowego. Wydarzenia dnia plus słaby kebab stworzyły mieszankę wybuchową. Nagle rzygnąłem. Zarzygałem plecy ochroniarzowi. Gdy skończyłem z plecami, zarzygałem całą tylną kanapę Yaris. Potem zarzygałem drzwi i szybę. Potem zarzuciło mnie tak, że zarzygałem też fotel kierowcy.

Rzygając zastanawiałem się, dlaczego na miłość boską, ochroniarze bezkarnie pozwalają mi rzygać? Czyżby chcieli mnie zabić dopiero gdy skończę infekować ich samochód? Żeby sprawdzić, co się dzieje, musiałem opuścić szybę – taka była zarzygana. A tam zobaczyłem policjantów zatrzymujących wzrokiem ochroniarzy. Policjanci śmieli się, że ho ho. Myślę, że to ich najlepsza zemsta za to, że młotki zarabiają od nich więcej.

Chwilę później pod ochroną policji wszedłem do znajomych. Musiałem pożyczyć bluzę i jeansy. Piło się wyśmienicie. Nastukałem się jak szpadel. Mimo to, gdy nadeszła godzina powrotu, zamiast bramą wyszedłem dziurą w płocie. Przecież chłopaki musieli tego Yarisa wysprzątać i na pewno wrócili na Wyspową, żeby znaleźć tego, który im to zafundował. Mnie już nie było. Ciekawe na którym drzewie chłopaki się wyżyli.

reklama, young creative, agencja reklamowa, copywriter, Warszawa, Suwałki,

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
young_creative
Czas publikacji:
poniedziałek, 24 października 2011 16:14

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • meska_biurwa napisał(a) komentarz datowany na 2011/10/24 23:32:08:

    No jest historia. Niech moc będzie z Toba.

  • ajato napisał(a) komentarz datowany na 2011/10/26 13:16:19:

    Tematycznie: 7.asset.soup.io/asset/2457/8359_14a8.jpeg

  • nikulinska napisał(a) komentarz datowany na 2011/10/27 10:10:20:

    dzisiejszy dzień jest wybitnie zielony, ale historyjka okolicznościowa rozbawiła mnie do tego stopnia, że pozwoliłam sobie na radosne prychnięcie, a to przecież dopiero czwartek, i to przed południem.

Dodaj komentarz