CHŁOPAK Z SUWAŁK W WARSZAWSKIEJ AGENCJI REKLAMOWEJ

Na Warszawę, korporacje i ludzi w garniturach można narzekać. Można też ich kochać. Albo można na im się przyglądać. W gumiakach na nogach.

Wpisy

  • poniedziałek, 25 lipca 2011
  • poniedziałek, 18 lipca 2011
    • WEAK END

      Jesteśmy w przetargu. Niby nic specjalnego, przetargi są dosyć często, ale szefostwo agencji czuje, że to jest TEN przetarg, że jesteśmy blisko i możemy go wygrać. Dlatego nie dość że zapierdalamy, to jeszcze zapierdalamy w weekendy. Dla mnie tom jest ok: jak ciężko pracuję i to ma sens, to czuję, że coś się dzieje i coś wychodzi. Niestety, po całoweekendowej pracy, w poniedziałek okazało się, że wszystko jest do kosza. Była 10 rano, internal w dużej konferencyjnej, siedzą wszyscy. Po chwili wchodzi dyr kreatywny oraz account director. Dyr kreatywny wygląda jakby bolał go brzuch, a account director jakby wczoraj miał peeling twarzy (znaczy promienieje na lekko czerwono). Przez moment nikt się nie odzywa. W koncu dyr kreatywny otrząsa się z apatii i rozumie, że on jest liderem tego spotkania i żaden junior copywriter go nie wyręczy. Więc kręci się na krześle, mrucząc pod nosem:

      -       Nie, nie...

      Po chwili mruczy znowu:

      -       Nie, nie, to nie to...

      Nikt nie wie, o co chodzi. Wszyscy patrzą i czekają. W końcu account dyr tłumaczy z chińskiego na polski:

      -       Te dwa pomysły, które mamy, nie do końca odpowiadają na brief.

      Darek (senior art dir) tak się wkurwił, że wstał.

      -       Wczoraj odpowiadały.

      -       Nie do końca...

      -       Do końca.

      -       Nie do końca...

      -       Do końca. Wczoraj wieczorem pytałem, czy mamy to i powiedziałeś, że tak.

      -       Przemyślałem sprawę.

      -       To przemyśl ją jeszcze raz – prawie krzyknął i wyszedł z sali.

      Dyr kreatywny chyba chciał podsumować całą sytuację, bo powiedział:

      -       No tak.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      young_creative
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 18 lipca 2011 10:30
  • poniedziałek, 11 lipca 2011
    • ŻEBY PRZEŻYĆ, MUSISZ BYĆ PRECYZYJNY I KONSEKWENTNY

      W piątek po 15 siedziałem w swoim pokoju i dłubałem w nosie. Mój art dir już wyszedł, moja Gosia jeszcze siedziała w swoim biurze praktykanta w firmie McDonald, więc ja nie miałem nic lepszego do roboty niż dłubanie i przy okazji oglądanie zwycięskich prac z Cannes. Niespodziewanie oglądanie spotu Pumy przerwało mi potężne uderzenie w ścianę. Graniczę z chłopakami z DTP, którzy są spokojni, ułożeni i grzeczni, jakby pracowali w Watykanie. Dlatego zastanowiłem się, czy to oni, czy może znowu ktoś kogoś posuwa na biurku pod nieobecność właściciela biurka. Nie miałem zamiaru oglądać gołych i nieopalonych zadków, więc nadal siedziałem na swoim. Dobrze wybrałem, bo okazało się, że wyjaśnienie dziwnego uderzenia postanowiło przyjść do mnie samo. Dosłownie 2 sekundy później przez korytarz przemaszerował DTP-owiec (słychać go z daleka, bo niezależnie od pory roku nosi Martensy). Zatrzymał się przy moim pokoju... Odetchnąłem z ulgą gdy jednak otworzyły się drzwi sąsiada. Darek – senior art dir – zaczął się od razu tłumaczyć.

      -       Miałem dość tego leżenia na dachu, ty zawsze biegasz, a ja mam snajperować.

      DTP-owiec znowu czymś rzucił.

      -       Umawialiśmy się baranie! To nie zabawa! W Call of Duty albo jesteś precyzyjny i konsekwentny, albo przegrywasz! Wysadziłeś nochala i po zabawie. Jesteś amatorem! Przegraliśmy przez ciebie!

      Trzasnął drzwiami.

      -       Zbyszek...

      Art dir niepewnie zawołał za DTP-owcem.

      -       Przepraszam.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      young_creative
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 11 lipca 2011 10:07
  • wtorek, 05 lipca 2011
    • PLAY, CANNES, SKRZYDEŁKA I BLEKBERY NA GRILLU

      Chciałem coś napisać o wynikach tegorocznego Cannes, ale nie jestem recenzentem festiwalowym, więc nie napiszę. Wypada wspomnieć o Polakach, ale wszyscy już wspomnieli, więc ja nie wspomnę. (Dla niezorientowanych polskie nagrodzone prace można zobaczyć tu: http://www.facebook.com/pages/Polish-Creatives/144441788960186)

      Wspomnę za to mój kolejny wyjątkowy pobyt w Suwałkach, w trakcie którego spędziłem wieczór na grillu (karkówka, podwawelska, skrzydełka). Po kilku godzinach dmuchania w żar podszedł do mnie wujek Zbyszek (Żubr, Wyborowa, Żubr, Żubr) a z nim ciocia Danka (wino Sophia, wino Sophia, wino Sophia). Oni wciąż się niepokoją moją dziwną i nierokującą stabilności życiowej pracą. Zaczęli niby jak tam układa się z Gośką (Żubr, Żubr, Żubr, Żubr, Żubr, mocny sen na piętrze) i po chwili przeszli do tematu.

      -       A masz sezon ogórkowy w swojej branży?

      Odpowiedziałem, że jeszcze nie wiem, bo niedługo pracuję, ale podobno wakacje są w miarę ogórkowe.

      -       To już się zaczął ten sezon? Mniej będziesz miał roboty?

      Odpowiedziałem, że trochę się zaczął, bo mój szef wyjechał do Cannes na festiwal i jakoś jest tak mniej nerwowo.

      -       Do kanes? Na festiwal? Przecież ty w reklamie pracujesz...

      W odpowiedzi spróbowałem wytłumaczyć, że reklama ma swój wielki festiwal i szampan tam się leje litrami i najlepsi są oceniani i nagradzani.

      Wujek się zasępił. Przez moment milczał, jakby starał się coś sobie przypomnieć. W końcu walną się ręką w udo i powiedział:

      -       A czy ta reklama tej blekbery, tych komórek plej, gdzie dwóch facecików chce zrobić interes z innym i w końcu im się udaje, to czy ona dostała jakąś nagrodę?

      -       Nie... (chciałem dokończyć, że chyba nawet nikt jej nie zgłosił, ale wujek znowu walnął się w udo).

      -       To dobrze. To dobry festiwal.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „PLAY, CANNES, SKRZYDEŁKA I BLEKBERY NA GRILLU”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      young_creative
      Czas publikacji:
      wtorek, 05 lipca 2011 21:25
  • czwartek, 23 czerwca 2011
    • CZY W TYM ROKU W CANNES RZĄDZI POLO?

      Osobiste wyznanie: zazdroszczę tym wszystkim teamom kreatywnym, które spędziły słoneczny weekend na południu Francji.

      I nie mówię o pracownikach agencji reklamowych:

      - którzy wyjeżdżają do Cannes, żeby trzymać nieuzasadnione kciuki za średnimi i niestety nagradzanymi pracami na Kreaturach i innych festiwalach dla niepełnosprawnych;

      - dla których Cannes kończy się na patrzeniu na nagrodzone prace ze skrzywionymi ustami mówiącymi „eeee ja też miałem taki pomysł” (choć był on inny);

      - którzy w Cannes najwięcej czasu spędzają najpierw przed lustrem, stawiając uprasowany kołnierzyk koszulki polo, a potem na plaży, zdejmując owe polo tak, by kołnierzyk nie został pognieciony.

      Ale z drugiej strony mam nadzieję że kilkoro z nich wyjechało do Cannes, bo ostatnio gęsto zrobiło się w Charlotte i zza sterczących kołnierzyków nie widać ślicznych pań kelnerek (dla osób spoza Warszawy: Charlotte to nowa, fajna, bezpretensjonalna knajpka, która w ciągu tygodnia zrobiła się bardzo pretensjonalna. Nie z winy właścicieli, ale dziwnej klienteli (rym!)).

      Podsumowując: zazdroszczę tym teamom, które walczą w Cannes jako youngcreatives oraz (chyba nawet trochę bardziej) tym, które w tym roku lwa odbierają: Publicis i Euro jak na razie. Eccch, fajnie im.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      young_creative
      Czas publikacji:
      czwartek, 23 czerwca 2011 13:33
  • piątek, 17 czerwca 2011
    • CZŁOWIEK REFERENCJA

      Dwa dni temu zachorował mój art dir. Nie z mego powodu. Dobrze nam się pracuje, chyba on też jest zadowolony, w miarę przynajmniej.

      Ale on zachorował, więc dokoptowano do mnie pana senior art dir, który miał ze mną dokończyć niewielki projekt z niewielką ilość komentarzy przesłanych mailem. Pan senior przyszedł do mnie do pokoju koło 10.30. w okularach przeciwsłonecznych. Usiadł przed komputerem i zaczął, jak to sam określił, „szukać referencji”. Koło 17 przyszły do nas 3 accountki: account director, account manager i account executive. Chwilę posiedziały, licząc chyba, że to my zaczniemy rozmowę, po czym odważniejsza pani executive zapytała, czy mogą zobaczyć nasze poprawki. Słysząc to pan senior obraził się, zrugał cały świat i timingi, po czym wyszedł z pokoju. Panie były wyraźnie przestraszone. „Senior jest zły”, mruczały.

      Chwilę później dałem paniom poprawiony layout. Komentarze dotyczyły body copy. Była też prośba o pokazanie pakszoty z 3 a nie 2 butelkami. Dołożyłem trzeci w moim prywatnym (nielegalnym) photoshopie. Zrobiłem to bez referencji, więc prawdopodobnie klient to odwali.

      I jeszcze mała kropka nad i. Gdy Pan senior wyszedł obrażony, account managerka zapięła jeden guzik w swojej koszuli. Jakby dla mnie nie było warto dobrze się pozycjonować.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „CZŁOWIEK REFERENCJA”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      young_creative
      Czas publikacji:
      piątek, 17 czerwca 2011 10:28
  • poniedziałek, 13 czerwca 2011
  • środa, 08 czerwca 2011
  • wtorek, 07 czerwca 2011
    • VOICE OVER

      W końcu, po kilku miesiącach odbijania się o ściany agencji, udało mi się wydostać na zewnątrz. Wczesną wiosną zaliczyłem moją pierwsze sesję zdjęciową, kilka dni temu trafiłem do studia na nagranie radiówki.

      Ale zanim tam dotarłem, odbył się casting na głosy. Bohaterowie zostali wybrani, zaakceptowani i zaproszeni. Trudniej było z tak zwanym Voice Overem. Brief który napisałem – wydawało mi się – mieści w sobie przynajmniej kilkaset milionów głosów określanych słowem CIEPŁY oraz kolejnych kilkaset milionów opisywanych jako DOJRZAŁY. Byłem przekonany, że dzięki tak wielkiemu workowi, uda mi się błyskawicznie zaakceptować moją ulubioną chrypkę, czyli głos pana Brzostyńskiego. Okazało się, że sprawa nie jest prosta i potrzebne jest Spotkanie. Z klientem. I producentem. I accountem. I moim dyr kreatywnym.

      Była i sala konferencyjna i kawa i ciastka Jerzyki. Klient otworzył spotkanie długą wypowiedzią dotyczącą jego oczekiwań co do głosu marki, jakim – cytuję – „bądź co bądź jest Pan Voice Over” – koniec cytatu. Potem mówili inni, a z tego co mówili wynikało niewiele. W końcu wróciłem z tematem Brzostyńskiego opakowanego w precyzyjnie przygotowany zestaw argumentów. Nawiązałem do marki, jej historii, a nawet odrobinę do jej pozycjonowania. Po 2 minutach zorientowałem się, że wszyscy wstają. Okazało się, że gdy ja mówiłem, nikt mnie nie słuchał. Wszyscy patrzyli na dyr kreatywnego, który zaproponował swój głos.

      Klient się zgodził i spotkanie zostało zakończone.

      Z perspektywy dwóch dni zaliczam spotkanie do udanych. Dziś rano przećwiczyłem mojego dyr kreatywnego przed mikrofonem. Spocił się. A wręcz (usłyszałem to nie tylko ja, ale również dźwiękowiec) miał gaza (czyli gazy w liczbie pojedynczej). A wszystko dzięki wysokiej jakości sprzętowi nagrywającemu.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      young_creative
      Czas publikacji:
      wtorek, 07 czerwca 2011 13:09