CHŁOPAK Z SUWAŁK W WARSZAWSKIEJ AGENCJI REKLAMOWEJ

Na Warszawę, korporacje i ludzi w garniturach można narzekać. Można też ich kochać. Albo można na im się przyglądać. W gumiakach na nogach.

Wpisy

  • wtorek, 31 maja 2011
  • niedziela, 29 maja 2011
    • WUJEK ZBYSZEK KONTRATAKUJE

      Temat i sytuacja jest dosyć banalna, ale trudno się nią nie podzielić, gdyż dotyczy bardzo charakteru naszej pracy.

      Wziąłem czwartek i piątek wolny, żeby móc pojechać do Suwałk, bo córka mojego starszego brata miała pierwszą komunię. Impreza była oczywiście w lokalu, ale rodzina z Olsztyna i Sieradza przyjechała już w piątek, więc w czwartek pomagałem babci gnieść pierogi. W piątek poszedł ocean alkoholu. Gdyby tyle pękało co weekend na Powiślu, to właściciele szybko jeździliby Maybachami.

      Nie najważniejsze jednak są okoliczności, ale tematyka rozmów. Z grubsza na spotkaniach rodzinnych to wujek Zbyszek narzuca tematy. Facet dominuje i ciałem i osobowością, więc mięczaki z Sieradza tylko podchwytują rzucone kierunki dialogu. Niestety tematy często zahaczają o Wielki Świat, a jak pojawia się słowo Świat, to wszystkie oczy lecą na m nie. Bo pracuję w Stolicy, w Wielkiej Firmie, a to co robię (na razie adaptuję tylko, ale to im nie przeszkadza) puszcza się w Telewizji. I jakoś tak między pierogami a kartaczami, wujek Zbyszek skomentował ubieranie się urzędników w Suwałkach i płynnie przeszedł do strojów biurowych w Świecie. Spuściłem wzrok, licząc, że temat mnie ominie. Głupi byłem.

      -       A jak ty się ubierasz do pracy – zapytał wujek Zbyszek.

      Powiedziałem, że moja firma nie jest wymagająca pod tym względem, że docenia się luz etc. Starałem się mówić po polsku.

      -       Czyli nosisz garnitur do biura?

      Kuzyn zaczął znowu polewać. Wszyscy wiedzieli, że będzie kolejne picie, pytanie tylko czy opijamy sukces czy porażkę.

      -       No... nie muszę, wystarczy...

      -       Czyli nie nosisz garniturów?

      -       Nie.

      -       To jutro ci kupię.

      Na szczęście jutro była sobota i sklepy, w których wujek 2 razy kupił garnitur, były zamknięte. „Plazą” (takie nasze Złote Tarasy) wujek nie zamierzał się skalać, więc z zakupów nic nie wyszło. Boję się jednak, że następnym razem się nie wykręcę. 

      Kiedy wracałem PKS-em do stolicy, zrobiłem szybki skan osób, które w branży reklamowej chodzą w garniturach. Wypadło mi kilka szacownych nazwisk. Zastanawiam się, czy oni też mają takiego wujka Zbyszka. Jeżeli nie, to bardzo mi przykro.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „WUJEK ZBYSZEK KONTRATAKUJE ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      young_creative
      Czas publikacji:
      niedziela, 29 maja 2011 22:17
  • poniedziałek, 23 maja 2011
    • ORGANIZM WYMAGAJĄCY

      Dzisiaj rano poszedł mail od administracji do kreacji, żeby przychodzili przed 10.

      To było otwarcie dnia. Chwilę później przedzierałem się do ekspresu, żeby zrobić latte. Ale skończyło się mleko. Wcisnąłem czarną. Wyglądała ładnie, ale gdy ją powąchałem, wiedziałem, że nie przełknę nawet łyka. Zapach był zbyt kwaśny. W ogóle od czasu, gdy zacząłem pracować w reklamie, mój żołądek zrobił się dosyć delikatny. A raczej wymagający.

      Może przez to biuro? Klimatyzacja, sofki, obrazy, grafiki, złote statuetki, fotele na kółkach, firmowe ołówki, torby i teczki, ciała codziennie wykąpane i pachnące, ubrania z diesla, słuchawki sennheiser, buty nike, twarze ze spa, zarosty z żurnala. A nawet więcej: kobiece nogi zawsze ogolone, twarze opalone, kremy rozpylające delikatną woń, spódniczki krótkie, buciki wysokie. To rozpuszcza i usypia nawet moją na stałe przyspawaną słomę w butach. Do tego stopnia, że jak moja Gosia założyła push-upy to ledwo zauważyłem.

      A może organizm przystosowuje się do jakościowego życia senior copywritera? Bo oni nawet jeśli nie pachną, to roztaczają wokół siebie aurę wielkości.

      Jeśli tak, to mój organizm nie wie jeszcze, że czeka go kilka lat głodówki. Bo żeby zostać seniorem – tak twierdzi mój dyr kreatywny – trzeba najpierw pozapierdalać w btl-u. Dlaczego? Bo on tak miał.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „ORGANIZM WYMAGAJĄCY”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      young_creative
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 maja 2011 10:49
  • czwartek, 19 maja 2011
    • WASZE DZIECI BĘDĄ O TYM MÓWIŁY

      Dialog klasyk.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      young_creative
      Czas publikacji:
      czwartek, 19 maja 2011 10:13
    • ALBO "SPOKÓJ!" ALBO "DAJCIE SPOKÓJ"

      Wczoraj po bule z dżemem na lunch miałem ochotę posłuchać trochę porządnej muzyki. Każda porządna muzyka – tym razem mam na myśli Kapelę ze wsi Warszawa – wymaga odpowiedniej głośności. Więc rozsiadłem się na swoim czterokołowym plastiku z oparciem i załączyłem Play.

      Kilka chwil później do pokoju wrócił mój art dir. Jego mina świadczyła o tym, że albo źle zjadł, albo w ogóle nie zjadł bo ma zaparcie. Słysząc KZWW doszedł chyba do wniosku, że ustawiony przeze mnie poziom muzyki jest wyzwaniem. Podjął rękawicę. Chwilę później w naszym pokoju leciał mix KZWW z Janelle Monáe. Ja byłem odrobinę głośniejszy, więc art dir dał swój komp do oporu. Ja też.

      Mix był niezły do czasu, gdy pokój obok postanowił nam się postawić. Puścili w miarę synchronicznie New Order. Nie mogliśmy tego przegrać, więc postawiliśmy na (uwaga fachowe określenie) “ścianę dźwięku”. Zarzuciliśmy “Never understand” by The Jesus and Mary Chain. Nie mieli gnoje szans.

      Chwilę później przechodziła obok naszych pokoi dziewczyna z administracji i skarciła nas zwrotem „Spokój!” albo „Dajcie spokój”, nie jestem pewien. A różnica jest duża, bo "Spokój" mówią dzieci policjantów (ew milicjantów i ubeków - zależy od pokolenia), a "Dajcie spokój" mówią dzieci nauczycieli. Dziewczyna ładna jest i mógłbym z nią pójść na piwo, ale tylko przy pierwszej opcji. Z córką nauczycielki w życiu bym się nie umówił. 


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      young_creative
      Czas publikacji:
      czwartek, 19 maja 2011 08:25
  • czwartek, 12 maja 2011
    • MÓJ TRYMER vs WIELKI PIĄTEK

      Dziś rano byłem u fryzjera i jak zwykle w okolicach maja ściąłem się na bardzo krótko. Mam jakieś takie wewnętrzne przekonanie, że będę wychodził na pole, że będę coś pasł czy pracował w ogrodzie i w związku z tym muszę mieć krotkie włosy. Na żniwa już trochę podrosną, więc czacha nie spali się w pełnym słońcu. Takie są korzenie mojego majowego ścinania.

      W Suwałkach ścinanie włosów traktowane jest jak prosta konieczność wynikająca z naturalnego porządku pór roku. NIkt w szkole nigdy nie powiedział:

      -  O… ściąłeś się!

      Albo:

      - Ach… zmieniłeś fryzurę. Do twarzy ci z krótkimi.

      Aż tu nagle nadchodzi wiosna AD 2011. Robię to co zwykłem. Ścinam się, idę do pracy, między ludzi. No dobra, nie do pracy, tylko do agencji i to reklamowej. I coż tu mnie spotyka? Egzaltacja, zaskoczenie, zainteresowanie, podniecenie, jakie w mojej agencji widziałem tylko raz - w związku z Wielkim Piątkiem. Czyli w związku ze śmiercią Chrystusa, dla niewtajemniczonych. Bo w moim biurze w Wielki piątek było tzw jajeczko (debilna nazwa). Kilka majonezów pękło i uśmiechy pojawiły się na twarzach. Potem pojawiło się coś mocniejszego. Potem jeszcze i jeszcze. Zabawa (jak to się w Suwałkach mówi) na całego. Śmiechy, chichy, humor, dowcip i podnieta. W ilościach hurtowych. Jakby wszyscy czuli, że w końcu znaleźli doskonałą okazję do porządnej zabawy.

      Kiedy dziś rano odkryłem, że na męską fryzurę ktoś może w ogóle zareagować, patrzę na tą reakcję jak na moją osobistą porażkę. Wielki Piątek wywołał zdecydowanie większą euforię niż moja łysa pała.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „MÓJ TRYMER vs WIELKI PIĄTEK”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      young_creative
      Czas publikacji:
      czwartek, 12 maja 2011 12:33
  • środa, 04 maja 2011
    • PRAWDZIWYM MIESZKAŃCEM WARSZAWY NIE JEST WARSZAWIAK. JEST NIM PRZEDSTAWICIEL HANDLOWY.

      W piątek byłem już spakowany, ale gdy zorientowałem się, że cała agencja jest spakowana, cały Mokotów, ba!, cała Warszawa również jest spakowana, postanowiłem zostać na majowy weekend. Rodzina się obraziła, bo miałem przyjechać, ale co mi tam rodzina. Zostałem ja, Gośka i pusta sypialnia.

      Zaszaleliśmy już pierwszej nocy. Jak to mówi Gośka, było po kowbojsku.

      Przez kolejne 4 dni poznawałem Warszawę. Ale nie taką moją Warszawę – ludzi przyjezdnych, ze słomą, z kompleksami, z nieumiejętnością używania sztućców w odpowiedniej kolejności – tylko Warszawę jakiej jeszcze nigdy nie widziałem. Spokojną, odrobinę cichszą.

      3 maja pojechaliśmy z Gośką na spacer do Łazienek. Wypiliśmy herbatę z termosa, posiedzieliśmy na ławce. Na Alejach Ujazdowskich czekaliśmy na autobus. Obok nas na światłach zatrzymały się 2 samochody: Toyota Yaris chyba obrandowana Netią i nowy Opel Insignia z logo Hestii na drzwiach. Pan z Insingni wyskoczył i wrzeszcząc coś o podwójnej ciągłej, obślinił szybę w Yaris. Tamten coś mu odburknął, więc oplowiec wrócił do samochodu, wziął półtoralitrową butelkę wody i rzucił nią w Toyotę. Pół sekundy później wyskoczyło z niego dwóch chłopaków. Elegancki pan błyskawicznie wsiadł do swojego samochodu i zamknął się na cztery spusty. Panowie od Yaris spokojnie pukali w szybkę. Chwilę później zapaliło się zielone i Insignia uciekła z pola bitwy. Zanim jednak zniknęła, jeden z yarisiarzy kopnął w rurę wydechową. Insignia wydała blaszany pomruk i odjechała pierdząc że hej. Przez moment zastanawiałem się, co to pierdzenie może znaczyć. W końcu doszedłem do wniosku, że ni mniej ni więcej, ale „Warszawo, Twoi mieszkańcy wracają z weekendu”.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      young_creative
      Czas publikacji:
      środa, 04 maja 2011 21:59
  • piątek, 29 kwietnia 2011
  • środa, 27 kwietnia 2011
    • KTR epilog

      Wczoraj zadzwoniłem do wujka Zbyszka do Suwałk, żeby się dowiedzieć, jak zdrowie cioci. Gdy już obgadaliśmy aktualne sprawy, wuj zapytał co u mnie. Powiedziałem mu że bylem na gali festiwalu reklamowego, że bylo po pańsku: piwa nie podawali, bo tylko whisky było. Zapytał, ile nagród dostałem. Gdy odpowiedziałem że żadnej, zamilkł na chwilę, a potem się rozłączył.


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      young_creative
      Czas publikacji:
      środa, 27 kwietnia 2011 09:45
  • poniedziałek, 25 kwietnia 2011
    • KTR? NAJWAŻNIEJSZE SĄ KULUARY.

      A więc, jak mówi wujek Zbyszek z Suwałk, mnie się tam podobało.

       

      I to generalnie byłoby na tyle z publicystyki.

       

      Jeśli chodzi o prace to:

      Lubię “Sukiennice” Leo Burnetta, bo musiało robić wrażenie.

      Lubię “Bukiet kwiatów“ Euro, bo jest sympatyczny.

      Lubię “Serce i rozum” Publicisu, bo jest śmieszne.

      lubię “Zimną wojnę” i “Turbodymomana” 303, bo jest świetnie zrobione.


      Lubię “Comodore is not dead” Change, bo to już klasyk.

      Lubię identyfikację PFR, bo jest ładna.

      http://edgarbak.info/blog/?p=639

      Nie piszę, czego nie lubię, bo nie musze zgadzać się z jurorami. Na tym polega konkurs piękności.


      Jeśli chodzi o kuluary to:

      BYłem zdziwiony, że wszyscy w branży się znają. To mój pierwszy KTR i pierwszy raz widziałem wielkie nazwiska polskiej reklamy, ludzi nagrodzonych w Cannes i tych, którzy dali by się za lwa zerżnąć. I oni wszyscy się znają! Myślę że nie zawsze się lubią, ale szapoba, bo nie było tego widać.

      Poza tym byłem zdziwiony, że mnie nikt nie zna. Dlaczego? Bo wiecie, w ciągu ostatnich tygodni bylem na 6 (SZEŚCIU) spotkaniach o pracę w sześciu różnych agencjach. Oznacza to, że poznałem sześciu dyrektorów kreatywnych. Ale czy to oznacza, że na gali KTR ktoś powiedział do mnie “cześć”? Nie. Poza śliczną panienką serwującą przymocnego drinka, nikt (z poza mojej agencji) mnie nie znał. Czy to jest zasada w Warszawie? Czy to jakaś gra? Na sofce o 9.30. w biurze agencji jestem ciekawy, dobrze zapowiadający się, interesujące i w ogóle. A na gali KTR? Zapomnij.

      Co jeszcze?

      Mała refleksja. Mam nadzieję, że zwycięzcy są świadomi, że KTR był jedynie przystawką. Prawdziwe zawody w czerwcu. Dla facetów z jajami, jak mówi wujek Zbyszek.

      Aaaaa i jeszcze jedna płenta: Choć to nie jest Marzec, to ktoś puścił Bąka, a ten wziął połowę nagród. Drugą połowę ma doktor Adam i mister Klepacz, który wieczorem zmienia się w Rysia o nazwisku Banasik. A i tak wszystkich zawstydził www.nienaltowski.com, który zgarnął o złoto więcej niż większość sieciowych, słynnych, wielkich i znanych agencji reklamowych.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      young_creative
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 25 kwietnia 2011 21:48